Z kroniki parafialnej
Telefon parafialny favorite_border Dzień Skupienia dla Narzeczonych
Porządek nabożeństw
Niedziele i święta
7:15, 11:00, (14:30 - Wielki Post, Maj, Październik)
Poniedziałek, wtorek, czwartek
godz. 7:00
Środa, piątek
IV - IX: godz. 18.00; X - III: godz. 17:00
Sobota - godz. 7:30
Kancelaria parafialna
Środa i piątek
po Mszy Św. wieczornej
IV - IX: godz. 18.45
X - III: godz. 17:45
Z kroniki parafialnej - 1
Śmierć i pogrzeb ks. proboszcza, ks. Jana Ciszka oraz mianowanie nowego ks. proboszcza dla parafii osieroconej
17 października 1954 roku, z polecenia J. Eks. Ks. Bpa Jana Stepy, przybyłem do Machowej z parafii Rajbrot, k. Bochni, gdzie byłem 4 lata wikariuszem. Przybyłem do pomocy księdzu Janowi Ciszkowi, tut. proboszczowi liczącemu 86 lat.
Od dłuższego już czasu cierpiał na zgorzel palca u nogi, nie zwierzając się nikomu w tej chorobie. Aż wreszcie gangrena owładnęła całym organizmem. Natychmiast przewieziono go do szpitala w Tarnowie. Lecz wszystko było już za późno. Umarł 30 grudnia 1954 roku.
W parafii tej pracował 27 lat. Był bardzo pobożny, chętnie posługiwał w pracy duszpasterskiej innym. Był bardzo gościnny. Ale też trochę nerwowy, czym zraził sobie parafian. A że był podeszły wiekiem - niwa serc parafian jałowiała. Parafianie z racji uroczystości szli dopiero do kościoła. W pierwszą niedzielę parafianie przyszli zobaczyć młodego wikariusza w wielkiej liczbie, bo na prymarii było 45 osób, a na sumie 63 osoby. Różańca wieczorem nie było, bo nikt nie przychodził. W p. piątki udzielano około 14 Komunii św. Kościółek był ubogi, za całe te 27 lat nic nie sprawiono do kościoła. Całą sytuację ratowały jedynie SS. Służebniczki Starowiejskie, które mieszkały w Żdżarach i tam prowadziły szkołę podstawową. Dzięki nim, parafia nie rozbiła się na żadne sekty, ale często wołała o dobrego kapłana.
Pismem z dnia 27 grudnia 1954 r. zostałem mianowany administratorem tej parafii. Wreszcie nastąpiła przewidywana - smutna chwila dla parafii. Zgon jej proboszcza. Dnia 30 grudnia o godz. 10:00 dopiero co sprawione dzwony ogłosiły parafii zgon dzwoniąc żałobnie całą godzinę.
Pogrzeb odbył się dnia 3 stycznia 1955 roku o godz. 11-tej. Przy licznym udziale duchowieństwa, sióstr zakonnych i wiernych J. Eks. Ks. Bp Karol Pękala odprowadził zwłoki sp. Księdza proboszcz, jubilata, Jana Ciszka na cmentarz parafialny.
Cała uroczystość pogrzebowa odbyła sie wspaniale. Parafianie dopomogli mi we wszystkim, by urządzić jak najokazalej tą żałobną uroczystość.
Jestem tu z całym uznaniem dla Parafian, którzy byli tak zdyscyplinowani i tak ofiarnie pracowali przy odśnieżaniu wielkich zasp na drodze do cmentarza, oraz we wszystkim, biegli mi z pomocą.
Za doradę i pomoc dziękuję Radzie Parafialnej a zwłaszcza jej członkom: Dankowi Edwardowi i Warchałowskiemu Kazimierzowi.
Po pogrzebie spakowałem swoje rzeczy i czekałem na przybycie nowego ks. proboszcza. W zmarłym księdzu jubilacie straciłem wielkiego przyjaciela, który wprawdzie nie chciał mnie przyjąć na wikariusza, ale po tygodniu mojego tu pobytu oświadczył, że chociażbym chciał odejść, to mnie nie puści. Niech odpoczywa w pokoju.
ks. Eugeniusz Szydłowski
administrator
Machowa, 5 stycznia 1955 r.
Nowy ks. proboszcz będzie miał wielkie i ciężkie pole do pracy. Parafia nie urobiona. Tyle złych charakterów. Parafia zachwaszczona wadami: obojętność, nienawiść, pijaństwo, bójki na weselach i zabawach, kradzież, obmowy, rozwydrzenie moralne itp.
Kościół zaniedbany, wprawdzie czysty, ale ile tu braków. Dzwony zabrane przez Niemców, ornaty stare, poszarpane, bielizna podarta, stara, zetlała. Składki na tacę znikome od 7 do 13 zł. Parafianie idą do spowiedzi św. tylko raz w roku, na Wielkanoc i to nie wszyscy. W ciągu roku zaledwie parę osób od czasu do czasu komunikują. Parafianie wyrażają podziw, jak można częściej komunikować?
Plebania i budynki gospodarcze zaniedbane, na wpół rozwalone. Beznadziejnie. Siąść i płakać nad opłakaną całością.
Parafia - obie wioski biedne, zniszczone w czasie wysiedlenia. Parafia cała została wysiedlona w roku 1944-ym. Przez 6 miesięcy nie było tu nikogo. Na plebanii było wojsko przyfrontowe, niemieckie. W kościele był magazyn i stajnia dla koni. Wszystkie rzeczy kościelne zostały okradzione później przez żołnierzy rosyjskich. Parafia była wysiedlona do różnych wiosek. Kiedy przeszedł front, w całej parafii zostało tylko zaledwie 30 domów bez dachu, okien i drzwi.
Parafianie wrócili do zgliszcz, mieszkali w bunkrach, zbierali zmarznięte ziemniaki, pędzili wódkę tzw. samogony i sprzedawali na zakup żywności. Kościół został odarty z szalunków, dach częściowo zniszczony od bomby. Powoli jednak ludzie zabierali się do uporządkowania rozkopanych gruntów, podwórek i zaczęli stawiać domy. Ciężko im szło. Obdarci, głodni. Ziemia tu piaszczysta, podmokła, zachwaszczona marne rodzi plony. Żeby uciułać grosza, mężczyźni poszli do pracy a kobiety chwyciły za pług. Część ludzi rozjechała się na ziemie zachodnie, by tam szukać gospodarstw. Często jednak zbierali się i jechali do Kurii Biskupiej z prośbą o dobrego kapłana.
Aż tu nagle, pismem z dnia 15 czerwca 1955 r. zostałem mianowany proboszczem usuwalnym tej oto takiej parafii Machowa.
Siadłem i zapłakałem nad tym opłakanym stanem parafii oraz nad tym wszystkim co tu przeżywał będę. Od czego właśnie zacząć? To było pierwsze moje pytanie. Już po przybyciu do tej parafii Rada Parafialna upoważniła mnie do sprawienia dzwonów. Chciano, by w ten sposób wykazać inny parafianom, że tu parafia żyje, że się modli, że Boga uwielbia. Zakupiłem więc w Łodzi, w firmie "Metalut" dwa poważne dzwony. Dzwon większy imieniem Maria ważący 1300 kg i nieco mniejszy imieniem Stanisław 1000 kg. Są to dzwony nie spizowe, lecz staliwne. Wybrałem takie, ponieważ dzwony spiżowe ulegały rekwizycji i z płaczem żegnano je, kiedy okupant zabierał dzwony kochane i umiłowane przez dobrych wiernych. Dzwony staliwne, jakie dzisiaj posiada Machowa, nie modą ulec rekwizycji, ani nawet zniszczeniu przez pożar.
Kosztowały te dzwony 120 tysięcy zł. Parafianie składali ofiary, ja jeździłem po Ziemiach Odzyskanych do wszystkich parafian, którzy wyjechali tam na gospodarstwa i żebrałem o datki na spłacenie dzwonów. Bardzo ciężko nam było je wypłacić. Parafia spłacała je do dnia 25 lipca 1956 r. Ponieważ nie mogli wszyscy złożyć dostatecznej ofiary, byłem zmuszony pożyczyć pieniędzy u parafian i w ten sposób dopiero zostały wypłacone. Dzisiaj są one dowodem zrozumienia parafian, iż są ich dorobkiem i majątkiem ich kościoła.
W międzyczasie, drugim wyczynem parafii - to budowa nowej stodoły w gospodarstwie plebańskim. Dokładali parafianie dużo sił przy jej budowie. Wielkie tu zasługi położyli: Danek Edward i Pila Tadeusz. Toteż w niedługim czasie przy pomocy Machowian i Żdziarzan stanęła nowa, zgrabna stodoła w miejsce starej, rozwalonej. Rozburzono też inne stare, niepotrzebne budynki, co spowodowało poszerzenie podwórza gospodarczego.
Boże - Ten wkład, te ofiary, tę pracę tych ludzi przyjm łaskawie i szczęściem i błogosławieństwem ich obdarzaj.
Z kroniki parafialnej - 2
1954
Ks. Eugeniusz Szydłowski s. Franciszka i Ludwiki z domu Mitera, ur. 27 maja 1923 r. w Szczepanowicach, pow. Tarnów przybył do parafii Machowa 12 października 1954 roku.
Proboszczem wówczas był ks. Jan Ciszek liczący w tym czasie 86 lat życia.
Po objęciu funkcji administratora na prośbę rady parafialnej rozpoczęliśmy systemem gospodarczym natychmiast budowę stodoły przy plebanii w miejsce starej walącej się rudery. Przy całkowitym poparciu i oddaniu całej parafii, a szczególnie Edwarda Danka i Tadeusza Pili z Machowej dosłownie po kilkunastu dniach powstał nowy budynek gospodarczy, który swym estetycznym wyglądem poprawił otoczenie plebanii. Wspólnie z radą parafialną w trosce o ożywienie ducha parafii postanowiono sprawić dzwony, których parafia nie posiadała od czasów okupacji, ponieważ zostały skonfiskowane przez władze niemieckie.
Ks. prob. Ciszek oraz rada parafialna wydelegowali mnie w towarzystwie parafianina Czesława Madeja do poszukiwania dzwonów na terenach ziem zachodnich, pozostałych po Niemcach, a zrabowanych z parafii w Polsce centralnej. Dano nam na ten cel 3000 zł pożyczonych od parafian. Dzwonów nigdzie nie znaleziono, ponieważ już wcześniej zostały rozgrabione lub rozsprzedane przez urzędy likwidacyjne mienia poniemieckiego.
Postanowiliśmy wówczas zakupić dzwony stalowe w odlewniach prywatnych. W tym celu udaliśmy się do odlewni dzwonów w Łodzi w firmie "Metalut" przy ulicy Włodzimierskiej 20, której właścicielem był p. Ludwik Mojżyszek. Zamówiliśmy dwa duże dzwony stalowe. Dzwon imieniem "Maria" ważący 1300 kg i "Stanisław" ważący 1000 kg.
Dzwony te ustalono na cenę 12000 zł, dając a conto posiadane 3000 zł pochodzących z pożyczki powodując się pomocą Bożą i ofiarnością dobrych ludzi. W dniu 13 listopada tegoż roku otrzymaliśmy zamówione dzwony. Firma dostarczyła nam je do stacji kolejowej w Czarnej ad Tarnów. Dzwony przywieziono ze śpiewem pieśni religijnych i ze świecami płonącymi po prostu procesjonalnie.
Dnia 14 listopada o godz. 12:00 oba dzwony zadzwoniły na Anioł Pański i dzwoniły przez godzinę. Ludzie płakali na głos tych dzwonów.
Ks. prob. jubilat Jan Ciszek od dłuższego czasu cierpiał na zgorzel palca u nogi, ale nikomu o tym nie przyznawał się. Toteż infekcja obejmowała organizm. 17 grudnia nastąpił punkt kulminacyjny, dołączyła się cukrzyca potęgując swój zakres. Ks. Kazimierz Popiołek, proboszcz z Pogórskiej Woli zaopatrzył księdza jubilata Sakramentami Świętymi i natychmiast został skierowany przez lekarza p. Mazepę do szpitala w Tarnowie. Było już za późno. Dnia 30 grudnia o godz. 6:00 rano ks. Ciszek zmarł w szpitalu. Dzwony po raz pierwszy swym żałosny tonem ogłosiły parafii zgon jej proboszcza. W dniu 31 grudnia o godz. 16:00 w czasie nieszporów dziękczynnych na zakończenie Roku 1954-go przywieziono zwłoki do parafii na plebanię.
Po nabożeństwie przybyli wierni do swego proboszcza modląc się u jego trumny.
W roku 1954 urodziło się 15 osób, zmarło 7 osób, zawarto 16 związków małżeńskich.
Z kroniki parafialnej - 3
1955
Rok 1955 parafia rozpoczęła w żałobie po śmierci swego proboszcza. W dniu 2 stycznia o godz. 15:00 nastąpiła eksportacja zwłok ks. prob. Ciszka do kościoła. W nabożeństwie tym wzięła udział niemal cała parafia oraz księża dekanalni i sąsiedzi.
Dnia 3 stycznia o godz. 10:00 sumę pogrzebowa odprawił ks. bp sufragan Karol Pękala, kazanie wygłosił ks. prob. Jan Pięta z Łęk Górnych. Kondukt pogrzebowy poprowadził ks. bp. Ks. Ciszek został pochowany przy Księdzu Fryderyku Klecie na cmentarzu parafialnym. W pogrzebie wzięła udział prawie cała parafia oraz 30 księży i 16 sióstr zakonnych. Ks. Jan Ciszek pochodził z Rogoźnika k. Czarnego Dunajca. W parafii Machowa pracował 27 lat. Mimo podeszłego wieku prowadził sumiennie wszystkie agendy duszpasterskie i spieszył chętnie z pomocą księżom sąsiadom. Po śmierci ks. jubilata parafia czekała na nowego proboszcza.
W czasie mego administrowania parafia się zaczęła powoli konsolidować, coraz więcej ludzi zaczęło uczęszczać do kościoła na Mszę św.
Zaangażowano chłopców na ministrantów, sprawiono im 24 pelerynki. Sprawiono sztandar pogrzebowy, 6 konfesjonałów klęcznikowych i dwa sztandary białe ufundowane przez młodzieńców.
Funkcje organisty spełniał tu tymczasowy tutejszy parafianin samouk Franciszek Kotlarz kawaler, który na skutek braku kwalifikacji (...) został zwolniony. Stanowisko organisty objął Jan Wybraniec z Radomyśla Wielkiego. Przybył tu jako uczeń Diecezjalnej Szkoły Organistowskiej w Tarnowie, mając lat 19. Przyjął pracę 1 maja 1955 r. i zamieszkał na plebanii jako organista i gospodarz.
W dniu 15 czerwca 1955 r. Ks. bp Stepa mianował mnie proboszczem parafii Machowa. Ingres odbył się po cichu. Przyjechał ks. dziekan Józef Midura z Pilzna i w obecności dwóch świadków Kazimierza Warchałowskiego i Edwarda Danka odebrał ode mnie w kościele wyznanie wiary i wprowadził mnie w obowiązki oraz oddał mi protokolarnie w zarząd kościół parafialny i kancelarię parafialną. Przekazanie zaś majątku kościelnego i beneficjalnego zostało dokonane wcześniej.
Nowy proboszcz na głównym zebraniu Rady Parafialnej wybrał nowy skład Rady, dla której stał się przewodniczącym. Członkami Rady zostali: Warchałowski Kazimierz z Machowej, Danek Edward z Machowej, Tryba Adam ze Żdżar, Michoń Stanisław ze Żdżar, Kisielewski Jan z Machowej, mający sprawy prawne. Na tym zebraniu omówiono sprawy poprawy kościoła oraz inne dotyczące współpracy z parafią i życia religijnego,
W tym roku wykopano małą piwnicę pod kościołem w celu próbnego ogrzania kościoła trocinami. Próba udała się.
W roku 1955 urodziło się 20 osób, zmarło 6 osób, zawarto 4 związki małżeńskie.
Z kroniki parafialnej - 4
1956
Z błogosławieństwem Bożym przeżyła parafia ubiegły rok. Z modlitwą ufnie spoglądamy w przyszłość roku 1956.
Parafia dosyć bierna w trosce o sprawy gospodarcze kościoła zaczęła się konsolidować. Rozgorzała ofiarność na potrzeby świątyni. W tym roku wykonano nowe balaski metalowe w prezbiterium koło głównego ołtarza. Projektantem tych balasek jest proboszcz Szydłowski, zaś wykonawcą kowal z Machowej Józef Szajb z gronem młodzieńców, uczniów szkół zawodowych. Roboty tokarskie wykonał mechanik z Łęk Dolnych, Józef Gacek.
Wysoce ważnym wydarzeniem w tym roku był fakt usunięcia ze sprzedaży w sklepach parafii wszystkich napojów alkoholowych, oprócz piwa. W związku z tą akcją, zainicjowaną przez matki parafianki, było dużo trudności. Mimo wielu starań popieranych przez społeczne komitety do walki z alkoholizmem, zarząd gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska, ustawicznie i nachalnie dowoził do wszystkich sklepów wódki, spirytus i wino. Kobiety po prostu pełniły dyżury przed sklepami i nie pozwalały tych transportów pozostawiać do sprzedaży. Sprzeciwiały się tej akcji władze powiatowe, sprzeciwiali się również sami pijacy, ale pod presją własnych żon, w końcu i oni podpisywali petycję do władz, że nie chcą mieć w sklepach alkoholu. W rezultacie, po wielu perturbacjach, ta piękna i pozytywna akcja została uwieńczona powodzeniem.
Dzień 1 lipca 1956 r. był dniem wielkiej radości w parafii. Ks. bp Karol Pękala dokonał konsekracji dzwonów na oczach tłumnie zebranych parafian i ludzi z sąsiednich wiosek. Dokonując aktu konsekracji nadał im imiona: większy dzwon imię Maria, mniejszy imię Stanisław Kostka.
Dzwony zawieszono na tymczasowym podium. O godz. 11:00 dokonał ks. bp konsekracji dzwonów, wygłosił kazanie na temat roli dzwonów w ogóle a dla parafii w szczególności. Podziękował parafii za wysiłek z jakim te dzwony sprawili. Po uroczystej sumie udzielił wiernym błogosławieństwa.
W uroczystości tej wzięła udział orkiestra z Rajbrotu, poprzedniej placówki ks. prob. Szydłowskiego. Osiemnastoosobowy zespół uświetnił wspaniale tę uroczystość swoim wystąpieniem na chórze w czasie Mszy Św., procesji i obiadu.
W roku 1956 ochrzczono 15 osób, zmarło 5 osób, zawarto 4 związki małżeńskie.
Z kroniki parafialnej - 5
1957
Przez pierwsze dwa kwartały roku pańskiego 1957 w parafii nie było ważniejszych wydarzeń godnych odnotowania.
Dopiero w dniu 14 lipca urządzono uroczystości prymicyjne O. Włodzimierza Kuli, Redemptorysty. O. Włodzimierz Kula, s. Franciszka i Heleny z d. Panek, ur. 1 marca 1932 r. w Machowej. Jako małe dziecko matka Helena oddała je na wychowanie do siostry męża w Łękach Górnych Zofii Kula. Tam uczęszczał do szkoły i stamtąd też wstąpił do Zgromadzenia OO. Redemptorystów w Tuchowie. Święcenia kapłańskie otrzymał 29 czerwca 1957 roku w Tuchowie.
Mszę Św. prymicyjną odprawił 14 lipca 1957 r. o godz. 11:00. kazanie prymicyjne wygłosił tutejszy proboszcz Szydłowski. Przyjęcie prymicyjne dla gości świeckich ze względu na szczupłe pomieszczenia plebanii urządzono specjalnie na ten cel udekorowanej stodole plebańskiej. Uroczystość tę uświetniła orkiestra z Dębicy. W przeddzień prymicji wyjechała banderia konna pod Tarnów na "Ostrą górę" a ubrane w kwiaty dwie bryczki wyjechały po prymicjanta i asystę na dworzec kolejowy do Tarnowa. Prymicjant po Mszy Św. podziękował wiernym za udział we Mszy Św. i uroczystościach prymicyjnych, a następnie udzielił błogosławieństwa prymicyjnego. W następnym dniu było przyjęcie dla ministrantów, banderii i panien od wieńca. Była bardzo ładna pogoda. Zrobiono dwie bramy i aleje z brzóz do kościoła od stodoły plebańskiej. Prymicjant odznacza sie wielkim kaznodziejskim, śpiewaczym i muzycznym.
W tym roku zrobiono nowe i większe okna do kościoła. Wykonał je p. Kazimierz Pieczonka.
W grudniu od 17 do 25 - tego urządzono Misje św., do których proboszcz przygotowywał parafię przez 3 lata. Ostatnie misje były 21 lat temu. Misje prowadzili OO. Redemptoryści z Tuchowa: O. Dominik Stawarz, który mówił wspaniale i rzeczowo, oraz O. Czesław Rogus. Misje zakończono poświęceniem krzyża misyjnego, który wykonał Stanisław Żołądź, bardzo bobry i szlachetny parafianin. W czasie Misji misjonarze odwiedzili chorych, uczyli ludzi śpiewać i założyli Nieustającą Nowennę do Matki Bożej. Cała parafia brała udział w misjach.
Krzyż misyjny poświęcony przez O. Dominika Stawarza został umieszczony po prawej stronie przed wejściem do kościoła. Serdecznie cała parafia dziękuje p. Stanisławowi Żołędziowi za wykonanie krzyża. Po poświęceniu i nadaniu odpustu zupełnego on pierwszy ucałował krzyż.
21 grudnia, we środę Ojcowie Redemptoryści urządzili piękną uroczystość. Założyli nieustającą Nowennę do M.B. Nieustającej Pomocy. Ponieważ parafianie tutejsi odznaczają się wielka czcią do obrazu M. Bożej Tuchowskiej, z tej racji poświęcono nową fotokopię obrazu M. Bożej Tuchowskiej w nowych ramach, wykonanych w Krakowie. Postanowiliśmy wszyscy, że w każdą środę tygodnia, będzie odprawiane nabożeństwo Nowenny Nieustającej, w czasie której przez przyjęcie Komunii św. będzie można uzyskać odpust zupełny. (...).
Obraz M. Bożej Tuchowskiej umieszczono wtedy w głównym ołtarzu, ozdobionym piękną dekoracją. Wtedy nauczyli ludzi śpiewać pieśń: "Do Ciebie Matko, szafarko łask... oraz "Ty coś w Tuchowie tron sobie obrałaś..."
Na tę nowennę parafianie przygotowali na kartkach podziękowania i prośby, które w czasie nowenny zostały odczytane. Wtedy cała parafia i każda rodzina zostały oddane w opiekę M. Bożej.
W tym roku był jeden pożar w parafii spowodowany przez dzieci u Jana Zdebia. 4.X.1957 r. w godzinach przedpołudniowych. Spłonął cały dach. Ludzie bardzo szybko pomagali tej rodzinie w wybudowaniu nowego dachu i remoncie domu.
W roku 1957 ochrzczono 15 dzieci, zmarło 3 osoby, zawarto 6 związków małżeńskich.
Z kroniki parafialnej - 6
1958
Jedynym wydarzeniem parafialnym w tym roku jest zmiana organisty. W dniu 13.II.1958 r. zwolnił się z pracy organistowskiej przy kościele w Machowej p. Jan Wybraniec. Udał się na większą placówkę w Dąbrowie Tarnowskiej. W czasie służby podniósł śpiew w kościele na dość wysoki poziom, prowadził chór, pięknie grał i śpiewał. Ks. proboszcz podziękował mu za sumienne spełnianie obowiązków oraz za pomoc i przykład życząc mu błogosławieństwa Bożego i sukcesów na nowej placówce.
Tego samego dnia, 13.II., na miejsce Wybrańca zgłosił się nowy organista, 17 - letni Stanisław Białas z Borusowej, s. Franciszka i Bronisławy z d. Skowyra, ur. 25.IV.1941 r. Był tez uczniem organistowskiej szkoły w Tarnowie. wesoły, uśmiechnięty - rościł nadzieję, że będzie dobrym organistą.
W tym roku, w październiku, sprawiono nowy dębowy katafalk. Wszczęto też pertraktacje w sprawie zakupu i ułożenia nowej posadzki na kościele z Czesławem Muszumańskim z Wrocławia.
W roku 1958 ochrzczono 14 dzieci, zmarło 6 osób, zawarto 7 związków małżeńskich.
Z kroniki parafialnej - 7
1959
Parafianie nie ustają w swej ofiarności i za inicjatywą proboszcza ks. Szydłowskiego przejawiają coraz więcej chęci w upiększaniu kościoła oraz poprawy jego funkcjonalności.
W tym roku zakupiono posadzkę i ułożono za cenę 59.687 zł. Posadzka jest kupiona z różnych starych budowli, które uległy zniszczeniu w czasie działań wojennych.
Powiększono piwnice pod kościołem w celu sprawniejszego ogrzewania kościoła. Pomalowano dach kościoła i połatano go. Sprawiono dwa konfesjonały dębowe. Wykonał je p. Popadziuk Jan z Dębicy. Sprawiono też główne drzwi oszklone pod chórem. Wykonał je [również] p. Popadziuk Jan z Dębicy. Były one konieczne ze względu na to, że kościół jest ogrzany i drzwi winny być ciągle zamknięte.
Jedyną czarną plamą parafii jest to, że nie mogą przyzwyczaić się parafianie do zajmowanie miejsc od wielkiego ołtarza, a zapychają miejsca pod chórem i utrudniają innym wejście do kościoła.
W roku 1959 ochrzczono 10 dzieci, zmarło 4 osoby, zawarto 10 związków małżeńskich.
Z kroniki parafialnej - 8
1960
Rok ten był dla proboszcza ks. Szydłowskiego rokiem jubileuszu 10 - lecia kapłaństwa. Z tej racji urządzono zjazd koleżeński. Stosownie do umowy, kto pierwszy zostanie proboszczem, tam odbędzie się uroczystość 10 - lecia. Przypadła ta uroczystość ks. Szydłowskiemu. Uroczystość tę zaszczycił Ks. bp Blecharczyk, sufragan tarnowski, rektor Seminarium Duchownego ks. Władysław Węgiel. Na Mszy było sporo ludzi tak, że Ks. biskup do nich przemówił. Mimo, że cały dzień padał rzęsisty deszcz, uroczystość ta wypadła wspaniale. Od 25 do 29 listopada odbyła się w parafii renowacja misji św., którą przeprowadził O. Zabielski z Tuchowa. Przypomniał wiernym ich postanowienia powzięte w czasie misji. Założył on wtedy krucjatę i księgę wstrzemięźliwości od alkoholu. W roku 1960 ochrzczono 14 dzieci, zmarło 10 osób, zawarto 7 związków małżeńskich.
Z kroniki parafialnej - 9
1961
W roku 1961 parafia nadal wykonywała remonty koło kościoła. w pierwszej kolejności podniesiono i wyrównano dziedziniec kościelny. Parafianie wozili ziemię furmankami i w ten sposób podwyższono dziedziniec od strony zachodniej.
Dnia 30 sierpnia Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Dębicy, Wydział Oświaty, wypowiedziało ks. prob. rozwiązanie umowy o nauczaniu religii w Machowej i Żdżarach. W związku z tym powstał problem urządzenia punktów katechetycznych w obydwóch szkołach. W tym też roku usunięto krzyże z obydwóch szkół. Parafia protestowała przeciw temu, walczono zajadle, ale powoli ustawano i krzyże zdjęto ze ścian.
W roku 1961 ochrzczono 27 dzieci, zmarło 3 osoby, zawarto 7 związków małżeńskich.
Z kroniki parafialnej - 10
1962
Rok ten, jak i poprzednie lata, od dnia przybycia ks. Szydłowskiego jest rokiem inwestowania i urządzenia kościoła.
1. Sprawiono Drogę Krzyżową - płaskorzeźba gipsowa za cenę 14 tysięcy złotych.
2. Sprawiono drzwi wahadłowe po chórem i do zakrystii - dębowe.
3. Sprawiono tabernakulum za 20 tysięcy złotych. Wewnątrz pozłocone złotem dwukaratowym.
W tym roku odszedł organista Stanisław Białas. Zwolnił się z racji przejścia na większą placówkę do parafii Opatowiec nad Wisłą. Był dobrym, szlachetnym i moralnie prowadzącym się młodzieńcem. Był pobożnym i starał się o podtrzymanie śpiewu w kościele. Pięknie grał i śpiewał. Przy pożegnaniu ks. prob. podziękował mu w imieniu parafii za granie i śpiewanie oraz za pomoc przy gospodarstwie w ciągu 4 lat.
W dniu 11 kwietnia 1962 r. przybył na jego miejsce też uczeń szkoły organistowskiej szkoły diecezjalnej w Tarnowie, uśmiechnięty i bardzo sympatyczny 18 - letni Władysław Warias, s. Stanisława i Anny Osika, ur. 5.05.1944 r. w Radgoszczy, pow. Dąbrowa Tarnowska.
W dniach 20 - 21 października Ks. bp Michał Blecharczyk przeprowadził wizytację kanoniczną w parafii Machowa, w asystencji ks. Jakuba Stosura z Brzeska i ks. dziekana Jana Mleczki z Jodłowej. Przy pożegnaniu Ks. bp powiedział, że parafia jest religijnie jednolita, pobożna, na dobrym poziomie moralnym, uboga, ale ofiarna na cele kościelne, o dobrym duchu i prostocie katolickiej.
Ks. bp udzielił Sakramentu Bierzmowania 244 dzieciom i młodzieży, odwiedził także Siostry w Żdżarach.
W tymże czasie na arenie Kościoła przygotowywano się do otwarcia II Soboru Watykańskiego, który rozpoczął się 11 listopada 1962 r. W związku z tym Episkopat Polski postanowił przeprowadzenie dnia modlitw we wszystkich diecezjach polskich pt. "Diecezjalna doba czuwania". Dla parafii Machowa przypadł ten dzień na 4 i 5 listopada b. r. Program mieści się w teczce pt. "sobór powszechny".
W roku 1962 ochrzczono 10 dzieci, zmarło 4 osoby, zawarto 6 związków małżeńskich.
Z kroniki parafialnej - 11
1963
Dzięki nieustającej ofiarności parafian oraz niewyczerpanym pomysłom ks. proboszcza w tym roku:
1. oszalowano i pomalowano werandę przy kościele;
2. Matki ze Żdżar sprawiły dwa dywany do głównego ołtarza i do ołtarza Matki Bożej;
3. Młodzieńcy z Machowej sprawili figurę P. Jezusa do grobu.
W marcu tego roku zmarł Ojciec św. Jan XXIII. Parafia uczciła zmarłego Mszą św. żałobną i wspólną Komunią św. W gablocie kościoła była przez 8 dni wystawiona fotografia zmarłego papieża.
W dniu 29 X wyjechała do Częstochowy delegacja składająca się z dwóch ojców, dwóch matek, 2 młodzieńców, 2 panien i 2 ministrantów. Delegacja wyjechała z księgą dobrych uczynków ofiarowanych w intencji soboru. Z powrotem delegacja ta przywiozła hostię z wyrytym wizerunkiem Matki Bożej i świecą (znicz) jako symbol dalszego czuwania soborowego razem z Maryją.
Rok ten kończymy słowami: „Niechaj Bogu będzie chwała i uwielbienie za wszystkie łaski i dobrodziejstwa”. Był tylko jeden pożar w rodzinie Nowaków – Drwalów w Żdżarach spowodowany przez dzieci.
W roku 1963 ochrzczono 11 dzieci, zmarło 5 osób, zawarto 4 związki małżeńskie.
Z kroniki parafialnej - 12
1964
Wchodzimy w przestrzeń czasu, który związane ma dzisiaj oczy i zakryte oblicze! Wchodzimy weń z słodkim Imieniem Jezus – znacząc się krzyżem zbawienia i ową tajemniczą otchłań tego Roku ścielącego się dzisiaj przed nami.
Planem duchowym na Nowy Rok to: czuwanie nad sobą, by nie zejść na bezdroża, modlitwa, by przez nią połączyć się z Bogiem i praca, którą mamy uważać za wolę Bożą i błogosławieństwo.
W tym roku po raz pierwszy papież Paweł VI zamierza udać się do Ziemi Świętej jako pielgrzym.
W styczniu tego roku zostały odprawione trzy Msze św. w domach chorych.
W Wielki Czwartek urządzono całonocną adorację, zaś 3 maja ósmy rok wielkiej nowenny.
W tym roku dnia 11 listopada odbył się dzień „czuwania Soborowego”. Dzieci wniosły różaniec przywieziony z Częstochowy, który potem poszedł w parafię.
Komunii rozdano 28.110, urodzonych było 42, ślubów 13, zmarło 9 osób, zaopatrzono sakramentami św. 16 osób, przy wojsku było 23 chłopców (dane obejmują Żdżary i Machową – w poprzednich latach tylko Machową).
W tym roku 7 II 1964 r. w nocy spłonął dwór z nieustalonej przyczyny. Majątek i budynek przechodził różne koleje losu. Od XVIII wieku zmieniał kilku właścicieli. Przechodząc z rąk do rąk drogą zwykłych transakcji handlowych lub zbywany przez banki z tytułu zadłużenia właścicieli. Ostatnim właścicielem był Teofil Kasprzykowski, chłop z Siemiechowa koło Zakliczyna. Brat jego przebywający w Ameryce kupił ten majątek razem z pałacem od Żyda Markusa Sztuma i osadził na min swojego brata Teofila. Kasprzykowski władał do roku 1946, kiedy to na podstawie dekretu o reformie rolnej majątek został rozparcelowany, a właściciel usunięty. Wówczas przeniósł się z powrotem ze swą rodziną do Siemiechowa. Tam został przez swego jedynego syna Sławomira zabity siekierą na tle rabunkowym.
Z kroniki parafialnej - 13
1965
W dniu 18 stycznia wędrujący różaniec został dotarł na plebanię. Ponieważ plebania jest szczupła i nie pomieściłaby wiernych, dlatego nabożeństwo urządzono w kościele. Prawie pełny był kościół ludzi. Ks. proboszcz wygłosił okolicznościowe kazanie różańcu.
W dniu 28 stycznia ktoś wkradł się na plebanię nocą i ukradł 200 kg żyta i 50 owsa. Sprawcami byli chłopcy ze Skrzyszowa.
W nocy około godziny 1:00 dnia 10 sierpnia napadli na plebanię bandyci o nazwiskach: Zawada z Tarnowa i jego szwagier Ścieżka z Ryglic. Odemkli drzwi na plebanię i żądając pieniędzy zaatakowali w brutalny sposób proboszcza. W trakcie obrony proboszcz Szydłowski otrzymał cios nożem bagnetem w prawą rękę, gdzie rozdarto mu tętnicę, a następnie przebito mu prawą nogę na wylot nad kolanem. Półtorej godziny plądrowali po plebanii szukając pieniędzy. Ksiądz pieniędzy nie miał zabrano mu tylko 10 zł i 200 zł z kary kościelnej, ponadto dowód osobisty, scyzoryk i bateryjkę. Na plebanii była tylko ciotka Helena Stefańczyk, którą związali i chłopiec Antoni Ozora z Radomyśla zastępujący organistę w czasie jego służby wojskowej, którego też związali. Po odejściu bandytów ciotka Helena pobiegła do sąsiada Zająca Jana który zaalarmował parafię biciem dzwonów. Ksiądz proboszcz stracił wtedy przytomność z nadmiernego wykrwawienia się ran. Wezwane pogotowie z Dębicy zabrało księdza do szpitala gdzie przebywał 11 dni. Natychmiast też zawiadomiono milicję w Pilźnie. Poszukiwano bandytów ale nie udało im się ich zaraz ująć. Po powrocie ze szpitala ks. Szydłowski został z powrotem w parafii na prośbę parafian, którzy zainterweniowali w Kurii Diecezjalnej. Lekarz stwierdził, że upływ krwi był tak wielki, że gdyby 10 minut spóźniono się nie dałoby się księdza utrzymać przy życiu.
Cała plebania była zdemolowana. W kancelarii wszystko bandyci porozrzucali. Do szpitala codziennie przychodziło po kilkadziesiąt osób. W jedną niedzielę naliczono ponad 300 osób z parafii, które przyszły odwiedzić swego proboszcza.
15 listopada ujęto sprawców i w trybie doraźnym przez Sąd Wojewódzki w Krakowie zostali zasądzeni po 12 lat więzienia. Proces trwał 3 dni ponieważ bandyci mieli 7 spraw podobnych na plebanię.
W czasie nieobecności proboszcza posługę duszpasterską spełniali księża z Pilzna i OO. Redemptoryści z Tuchowa, aż do przybycia księdza wikariusza. Ks. Szydłowski po wyjściu ze szpitala otrzymał miesięczny urlop.
6 listopada parafia przeżyła uroczystość pomocy soborowi zaś 28 listopada o godzinie 16:00 była Msza święta i różaniec na rozpoczęcie peregrynacji obrazu Matki Bożej.
Po nabożeństwie wyniesiono ten obraz z kościoła i w procesji zaniesiono pod 1 – szy numer i od tego czasu wędruje Matka Boża po domach. Domownicy zamawiają Mszę świętą i przystępują do Komunii św.
W tym roku urodzonych było 19 osób w Żdżarach, a 6 w Machowej razem 25 osób. Ślubów 11, zmarłych 10, zaopatrzonych 15. Rozdano 29.355 Komunii świętych.
Zbudowano kaplicę polową na dziedzińcu kościoła na pamiątkę 1000 - lecia chrztu Polski. Straż Pożarna ufundowała obraz świętego Floriana oraz sztandar dla kościoła.
Z kroniki parafialnej - 14



